Każde początki są trudne
W minionych dwudziestu latach najwięcej doświadczeń zdobyłem na rynku reklamy zewnętrznej; większość moich wspomnień dotyczy właśnie tej branży. Pamiętam dobrze jej początki, kiedy ruszaliśmy w Polskę z walizką pełną pieniędzy, by przekonywać właścicieli gruntów i nieruchomości do wynajmowania powierzchni dla nośników reklamy (mówiliśmy wtedy: tablic reklamowych). Płaciliśmy dość dobre stawki za rok z góry i w stosunkowo krótkim czasie zbudowaliśmy pierwszą sieć kilkuset tablic plakatowych. W zasadzie już od początku 1992 roku byliśmy gotowi do prowadzenia pierwszych prawdziwych kampanii billboardowych. Zdarzały się wówczas również praktyki dość kuriozalne: pierwszy właściciel jednej z firm przywoził z Niemiec zdezelowane elementy tablic, które następnie były montowane w naszym kraju. Coś podobnego do nadal aktualnego sprowadzania starych samochodów, którymi w zasadzie nie powinno się już jeździć. Pamiętam również koncepcję przytwierdzania do ścian budynków prostokątnych ramek ze sztucznego tworzywa, w obrębie których miały być naklejane plakaty – naturalnie bezpośrednio na elewacji. Wiadomo jednak, że każde początki są trudne.
Trudne były również dla samej branży. Polska stawała się po przemianach interesującą gospodarką, która potrzebować będzie nowoczesnej reklamy. Ale pierwsze agencje reklamowe związane z międzynarodową renomą niekoniecznie proponowały nam fachowców z „pierwszej półki”. Przyjeżdżali zazwyczaj małej klasy fachowcy lub banici. Przy nich Marcin Mroszczak i Paweł Kastory oraz Corporate Profiles byli na polskim rynku reklamowym czymś wyjątkowym. Ich sukces trwa zresztą do dziś. Uważam, że agencja ta zaważyła w bardzo dużym stopniu na rozwoju kreacji powstających w Polsce plakatów. Podobnie jak Studio 66 założone przez Tomka Bałuka. Odważyła się na przeprowadzenie pierwszej systemowo przygotowanej kampanii plakatowej proszku do prania „Pollena 2000”, przy wykorzystaniu kilkuset tablic plakatowych (standardowych tablic plakatowych wielkości dwunastu metrów kwadratowych).
Jako, że początkowo było nas niewielu „fachowców”, wielce pomocnym w rozwoju nowoczesnej myśli reklamowej stał się Festiwal Filmu Reklamowego „Crackfilm” (taką pamiętam jego pierwszą nazwę), który ruszył w Krakowie już na początku lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia. Był nie tylko forum wymiany doświadczeń i poglądów, ale także wspaniałym miejscem poznawania siebie nawzajem. Bywali na „Crackfilmie” znakomici goście z całego świata. Przedstawiali swoje dokonania, prowadzili warsztaty, organizowali wystawy i sympozja. Festiwal pokazywał najlepsze i najwybitniejsze reklamy (nie tylko telewizyjne) z całego świata, nagradzane na wielu międzynarodowych konkursach. Kiedy dzisiaj mówimy o „edukacji reklamowej”, to historycznie na pierwszym miejscu w tej dziedzinie znajduje się „Crackfilm”. (...)